665 853 775 info@centrum-konwersacji.com

Zmora maturalna

Zmora maturalna

Pamiętam jako 12 latka „zmieniłam” szkołę (przeszłam z części budynku dla juniorów, do części dla seniorów) i siedząc na pierwszym apelu w roku (a apeli mieliśmy dużo) poczułam strach i lęk. Nasz wice-dyrektor mówił o wynikach z egzaminów IGCSE. Nie wiem czemu, ale bałam się tych egzaminów, choć  jeszcze miałam do nich 5 lat. Pamiętam też to uczucie ulgi, że jeszcze tyle czasu przede mną, do tych „potworów”. Gdy pięć lat później zasiadałam, do swojego pierwszego egzaminu, z całej petardy (jeden przedmiot miał średnio 4 części, a podchodzi się do minimum 6 przedmiotów), bałam się czy zdam dobrze. Po miesiącu byłam szczęśliwa, że mam je już za sobą. Miałam to szczęście, że w szkole przygotowanie do egzaminów było rozłożone na dwa lata, z dużą ilością próbnych podejść.  Nie mniej to były dwa lata ciężkiej pracy, gdzie ostatnia prosta była bardzo intensywna. O tym wie każdy maturzysta.

Co to są te IGSCE (w UK nazywają się GCSE – General Certyficate of Secondary Education; przyrostek I: International)? Kiedyś nazywały się O-Levels , można je nazwać „małą maturą” (pamiętacie Harry Pottera? Zdawał O.W.L.s – O-Level’e dla czarodziejów). Egzaminy te uprawniały do ukończenia szkoły, ale nie uprawniały do pójścia na studia (przynajmniej w UK). Uczeń podchodzi do nich w wieku 16 lat i mają one sprawdzić wiedzę jaką się zdobyło w szkole z angielskiego, matematyki oraz 6 dodatkowych przedmiotów.

Angielski – najpierw English as a Second Language (ESL); rok później zdawałam English as a First Language (EFL – w naszym lektorskim żargonie ten skrót oznacza English as a Foreign Language, jednak nie chce pisać całej nazwy egzaminu, więc przyjmijcie ten skrót). Ale to ten pierwszy był dla mnie dużo bardziej wymagający.

Jak każdy dobry egzamin językowy, ESL składał się z  speaking, listening, reading i writing. Największą jego zmorą dla mnie, było zadanie „streszczenie” (summary). Zdający musiał streścić artykuł z gazety, tak by to streszczenie było nie dłuższe niż 80 słów (no czasem na 100, jak byli hojni). To były prawdziwe artykuły z gazet i 80 słów to było bardzo mało. Pamiętam jak pisałam te streszczenia i wychodziło mi 250 słów – wydawało mi się że wszystko co napisałam było ważne. Niemniej to by oznaczało nie zaliczenie zadania. Już nie wiedziałam co mam wyrzucić ze swoich streszczeń by zmieścić się w tych przeklętych 80 słowach. To było niemożliwe.

Te streszczenia czytał mój tata, który był redaktorem naszej lokalnej polonijnej gazetki (hobbistycznie) a do tego zawodowo musiał pisać streszczenia umów. Pamiętam jak kreślił mi te streszczenia i wyrzucał mnóstwo zdań. Czasem przekreślał wszystko i powtarzał „to nieistotne, to nie istotne. Napisz to jeszcze raz”.  I tak parę razy. Któregoś razu mówię mu, że ja tego nie potrafię. Tego się nie da zrobić. Z politowaniem spojrzał na mnie i napisał streszczenie na 50 słów. Ot tak. Bułka z masłem.

Nauczyciele uczyli nas strategii jak podejść do każdego zadań, w tym do tych streszczeń. Ale, ich strategie nie przemówiły do mnie jak to co pokazał mi tata. Potem już zupełnie inaczej podchodziłam do tego zadania. Gdy przyszło wykonać to zadanie na egzaminie, już się go nie bałam.

Na wszystkich egzaminach językowych są zadania napisz tekst w X słów. Na egzaminie EFL, można było napisać opowieść na 600 słów. Po ESL, gdzie najdłuższy tekst miał 250 słów, te 600 słów to był raj. Na tym odczuciu przejechałam się, oczywiście. Bo gdy zaczęłam pisać swoja opowieść, skończyły mi się ‘dostępne’ słowa, a ja się dopiero rozkręcałam. Też musiałam się nauczyć pisać w tak niewielkiej ilości słów.

Na studiach znów mogłam ‘pohulać’; gdyż wypracowania miały być na 1500 słów; czasami na 3000. To wciąż tak mało! Więc musiałam wrócić do strategii jakich się nauczyłam przy pisaniu streszczeń. Jak mam napisać coś na małą ilość słów, to piszę na jeszcze mniejszą, i zawieram w tym kwintesencję tego co chce powiedzieć. Dużo łatwiej jest dodać coś, niż usunąć 3 słowa.  A jak już się rozpisałam (co się zdarza bardzo często), musiałam sobie zadać pytanie co jest istotne i czy na pewno muszę wszystko pisać w stronie biernej?

Dobre przygotowanie do egzaminu, to często klucz do sukcesu. Oczywiście jest nam potrzebna wiedza. Nie warto odkładać  przygotowań do egzaminów na ostatnią chwilę. Umiejętność pisania tekstów i rozprawek jest sztuką. Już nie chodzi tylko o to jak dobrze władamy językiem, ale czy jesteśmy w stanie sprawnie komunikować się na piśmie. A ta umiejętność jest coraz częściej uważana za niepotrzebną. Przecież mamy takie wspaniałe narzędzia jak choćby kochany google translate. Problem polega na tym, że na egzaminie go nie będzie. I tekstu on za nas nie skleci.  Gdybym zostawiła przygotowania na ostatnią chwilę, to na pewno nie nauczyłabym się pisać dobrych i krótkich streszczeń.

W takich sytuacjach przypomina mi się moja promotorka pracy magisterskiej. W maju spojrzała na nas i powiedziała: „dziewczynki, ja umiem napisać pracę magisterską w weekend. A wy?”. Jesteś gotowy do matury? Jeśli nie to ostatni dzwonek!

A Tobie jakie zadanie sprawiało bądź sprawia największe trudności? Kiedy zacząłeś się przygotowywać do matury? A jeśli zdajesz w tym roku, to jak idą Twoje przygotowania? Podziel się w komentarzu :).

Dodaj komentarz