655 853 775 info@centrum-konwersacji.com

Z okazji dnia nauczyciela

Z okazji dnia nauczyciela

Dzień nauczyciela. Dzisiaj myślę o mojej babci, która była polonistką i bardzo oddana swoim uczniom. Babcia nauczała w wielu różnych szkołach, ale w końcu związała się z technikum elektrycznym na ul. Zajączka w Warszawie. Tam również była wychowawcą. Utrzymywała kontakt ze swoimi byłymi uczniami, pomogła im znaleźć swoją drogę. Opowiadała o swoich uczniach, jacy są, jak się zmieniają. Cieszyła się z ich sukcesów.

Pamiętam jak siedziała na leżaku na działce i sprawdzała matury. Pewnego roku ktoś odważył się odpowiedzieć na pytanie maturalne nie standardowo. Jego odpowiedź nie pasowała do „klucza”, ale maturzysta uargumentował wszystkie swoje tezy. Cytowała dziadkowi części tamtego eseju. Konsultowała się ze swoimi koleżankami i w końcu postawiła ‘4’. Dyrektorowi nie podobała się ta ocena. Przecież uczeń nie odpowiedział, tak jak się tego po nim spodziewano. Babcia opowiadała jak się z nim kłóciła o tę ocenę. W końcu dopięła swego.

Nie wiem czy lubiła swoją pracę. Często mi wybijała pomysł nauczania z głowy. Bardzo dbała o to byśmy poprawnie mówili i pisali. Zachęcała nas do czytania klasyki. Jak wyjeżdżaliśmy z dziadkami na wakacje, wieczorami słuchałam jak z moim bratem czytała „Lalkę”. Była nauczycielem z powołania, choć została nim przez przypadek.

W szkołach jest wielu wspaniałych nauczycieli z pasją, którzy pomagają uczniom stać się tym kim mają być. Myślę, że każdy z nas ma swojego ulubionego nauczyciela, który pomógł nas ukształcić.

W szkole miałam szczęście do historyków. Oni mnie inspirowali i dzięki nim chciałam wiedzieć więcej. Moja największe rozczarowanie to był słaby historyk w klasie maturalnej. O ileż walka o władzę pomiędzy Stalinem a Trotskim byłaby ciekawsza gdyby wtedy uczył nas pan H.!

Z lektorami jest tak samo.  W szkole uczyłam się francuskiego. Zazwyczaj miałam nauczycieli słabych lub takich których się bałam. Zniechęcili mnie bardzo skutecznie do nauki języka. Później na studiach na UW miałam przez rok francuski. Nasza lektorka była świetna. Gdybym ją poznała wcześniej, może władałabym dziś tym językiem.

Potem uczyłam się niemieckiego. Na początku uczyła nas młoda lektorka, p. Asia. Między nią a naszą grupą powstała chemia. Nagle po dwóch latach przenieśli ją na wyższe poziomy (myśmy wtedy kończyli A2, a ona miała uczyć od poziomu B2). Nie umiałam się odnaleźć z nowymi lektorami. Coś mi nie pasowało. Brakowało tej chemii. Skończyłam swoją naukę 2 lata później.

Niektórzy mówią, że z lektorem jest jak z lekarzem. Jak się już znajdzie takiego, któremu się ufa, to się z nim zostaje. Więc jeśli uczycie się jakiegoś języka (i chcecie się go nauczyć) to szukajcie lektora tak długo aż nie znajdziecie takiego, z którym jest chemia. Widziałam to u nas w Centrum. Mieliśmy paru kursantów, którzy chodzili w kratkę. Zmieniliśmy im lektora (oczywiście, nie byli chętni – w końcu złe jest lepsze od nieznajomego) i teraz chodzą regularnie, chętnie i są wyraźne postępy w nauce.

A czy Ty masz swojego ulubionego lektora albo nauczyciela? Podziel się swoją opowieścią w komentarzach :).

Dodaj komentarz